O warunkach własnej wartości

O warunkach własnej wartości

           W ostatnim czasie wracam trochę do wspomnień z mojej własnej terapii i nakłoniły mnie one do odejścia nieco od tematów stricte związanych z rodzicielstwem i dziećmi, a w zamian pochylenia się nad naszą egzystencją w ogóle. Może nie każdy wie, że aby skończyć szkołę psychoterapii, należy odbyć terapię własną w dość szerokim wymiarze godzin. Służy to temu, by przyszły terapeuta był jak najbardziej świadomy siebie, mechanizmów kierujących jego różnymi reakcjami oraz wypieranych uczuć i przekonań, gdyż mogłyby one w sposób niekontrolowany wpływać na pracę z pacjentami. Praktyka słuszna i niezwykle przydatna, zarówno zawodowo jak i osobiście.

            To, co jakoś zaprząta ostatnio moją głowę, to warunki własnej wartości – jeden z elementów diagnozy rogersowskiej, czyli składowej podejścia humanistycznego. W tym nurcie psychoterapii się szkoliłam i w nim pracuję. Ma on zresztą wiele wspólnego z rodzicielstwem bliskości, co później odkryłam. Warunki własnej wartości to coś, na czym opieramy nasze reakcje na pojawiające się w nas potrzeby,  obraz nas samych oraz świata w ogóle. Na ich podstawie także wypracowujemy sztywne zachowania w reakcji na konkretny rodzaj sytuacji, czyli strategie.

            Weźmy takiego Krzyśka. Krzysiek w dzieciństwie zauważył, że aby pozyskać miłość rodziców musi im dużo pomagać i wykazywać się pracowitością. Wytworzony został warunek własnej wartości brzmiący: Zasługujesz na miłość tylko wtedy, gdy się bardzo bardzo starasz. Krzysiek teraz ma rodzinę i pracuje ponad siły, wychodząc do pracy wczesnym rankiem i wracając późnym wieczorem. To jest jego strategia na udowodnienie, że jest wartościowym członkiem tej rodziny. Nie opiera jej na tym, co wprost komunikuje żona ani na tym, co nie wprost komunikują dzieci – strategia jest sztywna i nieuświadomiona, oparta na warunkach własnej wartości przyswojonych, gdy był małym chłopcem.

Psychoterapeuta patrzy na swojego klienta, który przychodzi z powodu jakiegoś cierpienia czy niezadowolenia w życiu, pod kątem tych właśnie kilku podstawowych pojęć.

            – Jakie są jej/jego niezaspokojone potrzeby? Jakie uczucie wypiera lub zniekształca?

            Czy macie czasem tak, że czując nadchodzący przypływ złości zachowujecie pozorny spokój a odreagowujecie tę emocję w inny sposób? Zdarzają Wam na przykład mocne alkoholowe weekendy po całym tygodniu pracy, po których zostaje nutka niepokoju i niezadowolenia z siebie? A może czasem smutek przykrywacie złością, bo „łatwiej” Wam na kogoś nakrzyczeć niż się przed nim rozpłakać i powiedzieć, co Was zabolało? Jakie warunki własnej wartości stoją za tymi reakcjami? Dotarcie do nich, a także emocji leżących u podstaw, bywa w terapii niezwykle uwalniające.

            – Jaki jest jej/jego obraz siebie i świata?

            Obraz ten tworzony jest na podstawie zinternalizowanych w dzieciństwie przekonań i wartości naszych rodziców. Dzieje się to na poziomie zarówno świadomym („Masz się uczyć, ze złymi stopniami będziesz nikim”) jak i nieświadomym, gdy obserwujemy naszych rodziców – ich reakcje i decyzje w wielu codziennych sytuacjach (np. gdy tata z pogardą traktuje kasjerki czy fachowców pojawiających się w domu a przymilnie zachowuje w stosunku do przedstawicieli zawodów wysoko cenionych społecznie). Jak widzicie siebie? Czy ten obraz pomaga Wam czy przeszkadza w takim czerpaniu z życia, jakiego byście chcieli? A jaki jest świat? Zagrażający? Niesprawiedliwy? Dostępny? Jak to wpływa na Wasze decyzje i plany?

            – Strategie postępowania

            To sztywne, niesłużące nam zachowania, które wynikają ze zniekształconego obrazu siebie i świata. Jeśli 25-letnia dziewczyna wytworzyła w dzieciństwie na podstawie warunków własnej wartości taki obraz siebie, iż nie jest wystarczająco mądra/zdolna, aby coś wielkiego osiągnąć, to jej strategie w obliczu propozycji  otrzymania odpowiedzialnej pracy mogą pójść w stronę wycofania („Nigdy sobie nie poradzę”) lub starania się ponad siły, bez kontaktu z własnymi potrzebami („Udowodnię, że się do tego nadaję, bez względu czy mi się ta praca podoba czy nie). Jedna i druga strategia, szczególnie jeśli często powtarzana, może mieć destrukcyjny wpływ na jej życie oraz oddalać od tego, czego naprawdę chce i potrzebuje.

To niezwykłe, jak każdy z nas różny zestaw warunków własnej wartości otrzymuje. Często inne warunki dostajemy od mamy, a inne od taty. Czasem stoją one ze sobą w sprzeczności. Czasem są niemożliwe do spełnienia. Czasem tak niejasne, że co byśmy nie robili, tej aprobaty nigdy nie jesteśmy w stanie w pełni uzyskać. Często nie są one wypowiadane wprost, a jednak jasno zakomunikowane – przez reakcje na nasze czyny, dostępność emocjonalną lub jej brak, przez chwalenie dziecka tylko w obecności osób trzecich, przez zawstydzanie. W naszej głowie zapisują się według schematu: „Jeśli będę…, to…”  W oparciu o nie właśnie powstają strategie naszego działania, które, nieskorygowane, prowadzą do braku satysfakcji, powtarzających się przykrych dla nas doświadczeń i pakowania się ciągle w podobne, niesłużące nam układy i sytuacje.

Znacie to? Dlaczego zawsze muszę udowadniać, że odnoszę w życiu sukces? Dlaczego mam potrzebę tłumaczenia się innym, gdy tego sukcesu, w moich czy ich oczach, nie odnoszę? Dlaczego drażnią mnie osoby, które mają mało wymagającą pracę i wcale nie czują potrzeby pięcia się wyżej? Dlaczego pod kątem inteligencji i zdolności robię pierwszą selekcję nowo poznanych osób? To taki przykładowy zestaw, który często obserwuję. Co się stanie, gdy zostanie uświadomiony? Może ta osoba pierwszy raz w życiu zastanowi się, co tak naprawdę sprawia jej radość? Może nawet zacznie to robić? Może w czymś innym niż praca odnajdzie sens? Ostrzegam, gdy już raz zacznie się nad tym rozmyślać – nie ma odwrotu. Zaczyna się niekończąca się przygoda z poznawaniem siebie i zrzucaniem kolejnych sztywnych przekonań i filtrów. Polecam gorąco, wiem co mówię 🙂

Opublikowany w Blog